to come (extended)

Mette Ingvartsen (Dania) Żywe rzeźby z ciał badają wieczną orgazmiczną przyjemność

12 października 2019, 20:00
60 min.
Bilety

50-40 zł

Miejsce
Nowy Teatr
Kup bilet

Rozwinięcie

Choreograficzna orgia chłodnych umysłów i rozgorączkowanych ciał. Duńska artystka z pomocą tancerzy sprawdza, jak odnaleźć ekstatyczną przyjemność cielesną w czasach wykalkulowanej pornografii i wyidealizowanych obrazów ciał. Czy odpowiedzią może być zmysłowy, fizycznie wyzwalający taniec?

Znana publiczności festiwalu Ciało/Umysł (była gościem edycji w  2012 roku), pochodząca z Danii choreografka i tancerka Mette Ingvartsen bada, jak ciała używane są przez inne ciała, jak wchodzą w interakcje z materią i stają się elementem polityczno-społecznych gier. W 2005 roku wystąpiła wraz z kilkoma performerami w swoim przedstawieniu „to come”. Ubrani w lateksowe, zasłaniające ciało kombinezony, „katalogowali” w formie zabawnej pantomimy ludzkie formy seksualności i poszukiwanie panerotycznej przyjemności, będącej wielką ludzką tęsknotą. W 2017 roku Mette powróciła nową wersją – „to come (extended)”, zamiast dwóch par stawiając na scenie kilkanaście osób i rozszerzając rozmowę o poszukiwaniu wiecznego orgazmu, stanu odlotu i błogiej szczęśliwości, w której ciało znika.

Mette pisze: Jesteśmy stale otoczeni obrazami ciał seksualnych. Reklamy, Internet, kino, czasopisma, wszelkiego rodzaju media ujawniają intymność i erogenność. Ciało, płyny, skóra, cycki i tyłki nie należą już do nocnych schadzek w ciemnym zaułku gdzieś za rogiem, ale do codziennych wrażeń. Działając w przestrzeni publicznej i za drzwiami sypialni, erotyczne obrazy, teksty i dźwięki wpływają na nasz sposób funkcjonowania. Opcja wyłączenia stymulacji naszych pragnień cielesnych już nie istnieje. Przyjemność stała się koniecznością.

Blue part, część niebieska. Na białej scenie pojawiają się, niczym piksele na ekranie komputera, postaci szczelnie okryte niebieskimi kombinezonami. W laboratoryjnej ciszy budują ruchome rzeźby z seksualnych wielokątów. Ludzie w „kokonach” tracą tożsamość, bo nie o płciowość chodzi, ale o ponadosobową panerotykę, gdzie każdy musi spełnić swoją rolę, żeby doszło do „ostatecznej” przyjemności. Jeśli seks, to wypreparowany, opakowany w gładki plastik, bez skandalu prawdziwego ciała. Autorka określa tę część spektaklu jako „zbiorową rekonstrukcję orgazmu” albo „mumifikację seksualną”, nawiązując do jej paranaukowego i statycznego charakteru.

Dodana nude part działa kontrastem. Był chłód – jest żywiołowość. Bezosobową unifikację zastępują nagie ciała mające kształt, kolor, teksturę, zapach i smak. Zamiast ciszy i porządku – energia i muzyka. Nadzy tancerze wykonują szaleńczo radosny, ale wymagający fizycznie taniec – swingujący lindy hop, rodem z Haarlemu lat 30. Tańcząc, wyzwalają pełne pasji zaangażowanie w pełnej synchronizacji z partnerem, które muszą utrzymać przez długi czas, mimo wyczerpania. Wigor staje się performansem, entuzjazm – pracą. To ciężka harówa nad namacalnym roztopieniem się w przyjemności, której tak mechanicznie szukały błękitne piksele w klinicznej bieli.

Informacje